• @Marcin Bzylu

    Rafał Szumiec: Najlepszy start w życiu, ale z niedosytem

     

    Po pierwszych polskich wyścigach (Orlen Warsaw Marathon i Cracovia Marathon) wiedzieliśmy, że nasza forma poszła w górę a to, co pokazywały nasze mierniki mocy pozwalało z optymizmem czekać na walkę z resztą świata. Walkę o punkty w pucharze świata rozpoczęliśmy od czasówki we włoskim Maniago. Trasa raczej płaska i łatwa technicznie, choć padający deszcz ograniczył trochę widoczność i niektórzy zawodnicy mieli drobne wpadki na zakrętach.

    Największe emocje i nadzieję na wysokie miejsca wiązaliśmy z grupą H4, gdzie już od paru lat polscy  zawodnicy plasują się w ścisłej czołówce.  Rafał Wilk przyzwyczaił nas do tego, że z pucharu świata nie wraca bez medalu, jednak pierwszy start zakończył na 5 miejscu. Tuż przed  startem okazało się, że jego pomiar mocy nie działa. To oczywiście nie ma wpływu na formę zawodnika, ale brak tych danych utrudnia kontrolowanie wyścigu i rozplanowanie sił na dystansie czasówki. Z niecierpliwością  czekaliśmy również na start Krystiana Giery. W zeszłym sezonie kontuzja wyeliminowała go z igrzysk w Rio i wyścig  we Włoszech był pierwszą okazją od ponad roku, w którym  Krystian mógł sprawdzić, jak wygląda na tle światowej czołówki. 6 miejsce i niespełna 3 sekundy straty do Rafała Wilka należy przyjąć z zadowoleniem, tym bardziej, że do podium zabrakło zaledwie 6 sekund.  Arek Skrzypiński i Zbigniew Wandachowicz mieli drobne problemy ze sprzętem i rywalizację zakończyli na odległych pozycjach ( 20 i 26 miejsce).

    W grupie H3 mieliśmy dwóch „naszych” zawodników. Ja ( Rafał Szumiec ) i Mateusz Witkowski. Mi udało się  ukończyć wyścig na 8 miejscu. To mój najlepszy wynik w karierze, choć pozostał lekki niedosyt, bo gdyby nie błędy taktyczno techniczne to była szansa być oczko wyżej. Mateusz zajmuje 16 miejsce.

    Po pierwszym dniu wiedzieliśmy jedno. Nie tylko my jesteśmy silniejsi. Nasi rywale też nie odpoczywali i solidnie przygotowali się do sezonu. Poziom sportowy rośnie i wyrównuje się…

    Kolejny dzień to start wspólny. Na początek nasz start – gr. H3. Od startu mocne tempo. Po dwóch okrążeniach brakuje mi sił, by utrzymać się w czołówce i zostaję w drugiej, 7 osobowej  grupie, z którą dojeżdżam do finiszu i ostatecznie zajmuję 9 miejsce. Mateusz Witkowski dojeżdża w kolejnej grupie na 15 miejscu. Kolejny wyścig to gr. H1. Rafał Mikołajczyk, podobnie jak w czasówce, zajmuje 8 pozycję.

    Na koniec dnia Wyścig H4. Bardzo mocne tempo dzieli peleton na mniejsze grupy.  Po pierwszych kilometrach odjeżdża trójka zawodników, w której jedzie Rafał wilk. Kolejną grupę prowadzi Krystian Giera. Arek Skrzypiński  i  ZbyszekWandachowicz  zostają na dalszych pozycjach.

    Lekki podjazd na trasie pozwala Rafałowi Wilkowi zmęczyć rywali, co zwiększa jego szanse na finiszu. Ostatnie okrążenie, odcinek kostki brukowej, na którym sprzęt nie zawsze działa tak jak powinien. Rafałowi spada łańcuch. Rywale odjeżdżają i wydaje się, że mistrzowi olimpijskiemu pozostaje już  tylko obronić trzecią pozycje. Na finiszu niespodzianka bo do mety dojeżdża razem trzech zawodników, z których na 2 miejscu linię mety mija polski mistrz świata.

    I przenosimy się do Belgii ….