• przybyszewwski

    Tomasz Przybyszewski: O sporcie pisze z pasji

    Tomasz Przybyszewski jest w środowisku osób z niepełnosprawnościami dobrze znany. Od lat pracuje w magazynie „Integracja”, a jego teksty można też przeczytać na portalu http://www.niepelnosprawni.pl. W pierwszej edycji konkursu dla dziennikarzy paraolimpijskich, zorganizowanym przez Fundację Avanti i projekt „Tauron Sportowym Partnerem Paraolimpijczyków”, został wyróżniony za tekst „Paraolimpijczycy apelują do mediów: piszcie o nas normalnie”, a nam zdradził, co można znaleźć na jego strychu i skąd wziął pomysł na miniporadnik dla dziennikarzy.

    Dlaczego został Pan dziennikarzem?

    Do pisania ciągnęło mnie zawsze.  Na początku dużo czytałem, prenumerowałem np. „Przegląd Sportowy”, którego roczniki nadal leżą gdzieś na strychu. Zacząłem pisać jeszcze na studiach. Przez całe 4 lata nauki byłem współpracownikiem działu sportowego dziennika „Rzeczpospolita”.

    Jak się Pan zetknął ze sportem osób z niepełnosprawnościami?

    Po studiach wyjechałem na rok jako wolontariusz do Niemiec. Pracowałem tam z osobami z niepełnosprawnością intelektualną i chorującymi psychicznie.  To był mój pierwszy tak poważny kontakt z niepełnosprawnością i to doświadczenie  mnie w jakiś sposób zmieniło. Niedługo po powrocie do Polski trafiłem do redakcji  magazynu „Integracja”. Od tamtej pory minęło już prawie 11 lat. Nadal jestem częścią tego magazynu, a od kilku lat pełnię rolę sekretarza portalu http://www.niepelnosprawni.pl.

    W takim razie nie doświadcza Pan problemów z przekonaniem redaktora naczelnego do publikacji materiałów o paraolimpijczykach?

    Rzeczywiście, takich problemów nie mam. Chętnie poruszam temat sportu osób z niepełnosprawnościami, co wynika z mojego zainteresowania sportem w ogóle. Problematyka niepełnosprawności jest tak szeroka, że właściwie i bez sportu mógłbym spokojnie wypełniać miejsce w portalu czy magazynie, ale prawda jest taka, że nie potrafiłbym omijać tego tematu. Sport jest dla mnie ważny. Piszę więc często o tej swojej pasji, a pracuję w miejscu, gdzie oczywiście nie muszę nikogo przekonywać, że warto o tym pisać. Przecież Piotr Pawłowski, założyciel Integracji, zanim w wyniku niefortunnego skoku do wody znalazł się na wózku, był dobrze zapowiadającym się koszykarzem i podziela moją sportową pasję.

    Skąd wziął się pomysł na napisanie artykułu o potrzebach medialnych paraolimpijczyków?

    Dzięki rozmowom z paraolimpijczykami i sportowcami w ogóle. To oni zwrócili mi uwagę, że w mediach patrzy się na nich nie przez pryzmat osiągnięć sportowych, a jak na osoby z niepełnosprawnością, które są niezwykle dzielne w pokonywaniu przeszkód i samych siebie. Nie tak to powinno wyglądać. Dlatego właśnie zdecydowałem się napisać taki miniporadnik dla dziennikarzy niezwiązanych z tematyką sportu paraolimpijskiego. Znam pracę dziennikarza od podszewki, wiem, że gdy dziennikarz zajmuje się wieloma tematami, nie ma czasu ani możliwości, żeby się zagłębić w sport paraolimpijski. Czasami idzie na skróty, a sportowcy chcieliby być opisywani po prostu, tak jak sportowcy. Ciężki czas walki o lepsze życie, o poradzenie sobie ze skutkami chorób, wypadków i innych zdarzeń, mają już za sobą. Teraz są zawodnikami. W tym artykule podsumowałem nasze rozmowy.

    Czy Pana rozmówcy łatwo dali się namówić na powtórzenie do publikacji tego, co wcześniej mówili tylko w rozmowach prywatnych?

    Obawy, jak ten tekst zostanie odebrany, na pewno były. Sam się zastanawiałem, jak to zostanie przyjęte przez dziennikarzy, ale te negatywne scenariusze się nie sprawdziły. Zawodnicy chętnie wypowiadali się i punktowali po kolei to, co im doskwierało. Ja z kolei nie chciałem nikogo pouczać. To miała być „ściąga” dla dziennikarzy, którzy pracują w ogromnym pośpiechu i mierząc się z terminami, czasami muszą upraszczać rzeczywistość. Jednocześnie jednak trzeba zaznaczyć, że zawodnicy doceniają zainteresowanie ich dyscyplinami i rywalizacją.

    A może jest tak, że zawodnicy nie ułatwiają dziennikarzom kontaktów ze sobą? Nie wychodzą z inicjatywą?

    To trudne pytanie. Wydaje mi się, że dziennikarz, kontaktujący się ze klubami START, zawsze dostanie kontakt do zawodnika, ale też zawodnicy muszą się nauczyć kontaktów z mediami, i to się już dzieje. Zazwyczaj są bardzo otwarci na rozmowy, a ci najbardziej znani korzystają z profesjonalnego wsparcia w zakresie public relations, a to jest często właściwy kierunek. Wysiłek włożony w przyciągnięcie uwagi dziennikarzy na pewno się opłaci.

    Czy wyróżnienie w konkursie miało dla Pana jakieś znaczenie, czy to tylko jeszcze jedno wyróżnienie wśród wielu innych?

    To ogromne wyróżnienie, które ma dla mnie duże znaczenie. Tym bardziej, że pochodzi od samego środowiska paraolimpijczyków. To potwierdzenie tego, że pisanie o osobach z niepełnosprawnością i łączenie tego ze sportem ma uzasadnienie. Jest czytelnikom i zawodnikom potrzebne. Zupełnie się tego nie spodziewałem.  Po części jest to także wyróżnienie dla całej naszej redakcji. Ukoronowanie tego, że podczas Igrzysk Paraolimpijskich w Rio zamieniliśmy się w nocną redakcję i żyliśmy w rytmie zawodów. Bardzo w imieniu swoim i redakcji dziękuję.